Obfitość kwietniowa

Kwietniowe atrakcje…

Zdjęcie1497

Może nie jest to poemat na tematy świąteczne z melodią hollywoodzką w tle i zdjęciem rodziny na kanapie…, ale na pewno o obfitości w naszym życiu…

Mam kilka przemyśleń na temat naszych podziałów ludzi na duchowych i tych śpiących bez świadomości w systemie. Pewnie wielu z Was ma ostatnio odczucia i obserwacje tych spraw?
U mnie ten temat  już dzwoni od dawna. Kim jest człowiek rozwijający się duchowo? Czym różni się od ludzi nie rozwijających się duchowo? Czy jest lepszym człowiekiem? Bardziej współczującym, dobrym, pomocnym? Czy czasem nasze ego – człowieka rozwijającego się –  nie czuje się tu ciut lepiej z tego powodu? Trochę to przypomina schemat podziału na katolików co pójdą do nieba i resztę ludzi, którzy w najlepszym wypadku skończą w czyśćcu… Każdy katolik, czuje ulgę, że trafił w ten szczęśliwy punkt, gdzie jest ratunek przed złem, że nie jest muzułmaninem czy aborygenem. Zapewniono go o jego szansie, której nie mają inni – może czuć się  trochę lepiej niż inne nacje religijne…? Czy nie jest to wszystko jakoś podobne? Podział czyni natychmiast hierarchię i tych szczęściarzy, którzy są lepsi i gorsi według podziału. Jak jest z ludźmi rozwijającymi się duchowo? Mam nadzieję, że większości z nas nie dotyczy poczucie wyższego szczebla na drabinie do wyższego wymiaru, najlepiej od razu piątego…

Niestety mam silne poczucie, że stworzenie każdego podziału i każdej hierarchii opartej na jakiejkolwiek strukturze jest pretekstem do urośnięcia ego, a nie naszego ducha.

Rozumiem, że istnieją podziały na wyraźne różnice w materii – materię nasze zmysły obserwują i wiedzą, że tak jest – to żaba, a to drzewo. To człowiek, a oto… człowiek cywilizowany… Jakie my do tego budujemy teorie – to już inna rzecz… mamy podział na kobiety i mężczyzn, różne kolory skóry, różne narodowości, a zatem języki i sposoby wyrażania siebie, są też grubi i chudzi, wysocy i niscy, z wykształceniem i bez, bogaci i bez majątku, szlachetnie urodzeni i kompletnie bez szlachetności… według przeróżnych kryteriów… –  ludzie… i wszędzie tam już została dolepiona łatka z umysłu – co lepsze – i tam być może znajdziemy siebie…  :)

Wiemy, że to bujda dopiero wtedy, kiedy nasz najlepszy przyjaciel, któremu jesteśmy gotowi powierzyć nie tylko sekrety serca ale i życie – okazuje się innej płci, koloru skóry, narodowości postury i wszystkiego innego od naszych wyobrażeń o najlepszym okazie człowieka Ziemianina. W dodatku je mięso, pali i pije 3 piwa pod rząd bez zastanowienia. I jeszcze mu to w ogóle nie szkodzi na zdrowie, i jest nieustająco roześmiany i zadowolony! I dalej jest naszym przyjacielem i nie ma znaczenia jak „błądzi” według naszych nabytych kryteriów. Na poziomie połączenia przyjaźnią – głębokim połączeniu serc – okazuje się to wszystko nieważne, a nawet… rzeczy kiedyś mało atrakcyjne, odpychające i niezauważane stają się piękne, pozyteczne i nadzwyczajne! Jakby obudzone cechami tego pojedynczego człowieka, którego bardzo szanujemy i podziwiamy jego hart ducha.

Rozwój duchowy jest też ostatnio określany jako implozja, patrz Marek Taran  – czyli po prostu zwijanie do środka. Ma to głęboki sens, bo czy osoba duchowa jest dla nas rozwinięta na zewnątrz? To raczej dotyczy ludzi biznesu, czy medialnej i znanej osobowości. Można by nawet użyć stwierdzenia, że osoba duchowa jest cała zwinięta do wewnątrz i emanuje tym na otoczenie w dość mało widoczny sposób, ale jednocześnie wyraziście dla odczucia tego w przestrzeni. Przecież to sprawy niewidzialne… Rozwinięta w głąb serca, czyli zwinięta duchowo…

tygrys-przedstawiony-za-pomoca-powiazanych-swiatel

Bardzo mnie też porusza ostatnio sprawa braku szacunku czy wyobraźni dla finansowania się osób zajmujących się sposobami „zwijania się do środka człowieka”. Ludzi biznesu czy urzędników traktuje się zwykle poważnie i terminowo – za warsztaty, odczyty, konferencje i kongresy wpłaca się zaliczki, prelegenci mają wypłacane „autorskie” i zapewniany nocleg i wyżywienie – uznanie. Jak jest na konferencji pod Ślężą ? Wykłady mają profesorowie i ludzie nauki mający wielkie dokonania dla dobrego życia człowieka. Wszyscy wiemy… Krysia co roku dopłaca za salę ze swoich pieniędzy, bo do skarbonki zrzucamy się niechętnie, niedużo, bo ktoś inny bardziej majętny wrzuci więcej… A może byłoby dobrze, gdyby zostało dla niej jakieś wynagrodzenie za jej czas, pracę i wielkie zaangażowanie włożone w gromadzenie tak wielu ciekawych ludzi w jednym miejscu? Należy jej się czy nie…? Może… Myślę, że ze dwa-trzy miesiące pracy, może więcej? Wynagrodzenie za pracę – rzecz oczywista czy do dyskusji? Część z nas może być nastawiona, że dostanie za darmo, bo to zlot ludzi duchowych! Ale to nie jest zlot Jezusów, tylko ludzi, którzy mają rodziny, mieszkania, dzieci, opłaty, kredyty, wyjazdy za darmo jako prelegenci na zloty duchowe… same wydatki… Mogą się tam zareklamować z tym co robią i jak proponują żyć według ich odkryć, ale mają takie same wydatki jak biznesmeni, tylko pewnie znacznie mniejsze dochody.

Osoby zajmujące w sposób naukowy i autorski sposobami regeneracji naszego ciała, emocji i umysłu – czyli tzw. rozwojem duchowym są traktowane często jakby miały wynagrodzenie z nieba i żyły odżywiając się praną, pod drzewem i bez rodziny. Oczywiście są takie Istoty i nawet się do nich modlimy… Ale normalni ludzie potrzebują materii do życia na Ziemi, we wszelkiej formie.

Co z życiem człowieka, który postanowił zbadać np. wpływ magnezytu i minerałów na strukturę wody i jej przyswajanie dla organizmu. Ktoś go wspiera? Wynagradza za to co robi? Czy wiemy co to jest woda żywa? Czym się różni od tych kropli w butelkach plastikowych w sklepie? Czy są badania na ten temat? Oczywiście gdzieś są, ale gdzie, skoro sprzedaje się nam hurtowo martwą energetycznie wodę i wodę w kranach nasyca promieniowaniem i środkami obniżającymi naszą zdrowotność? Gdzie są butelki szklane? Źródła miejskie ogólnie dostępne? Kto nam zdążył wmówić, że plastik jest równie dobry jak szkło, a nawet bardziej praktyczny i teraz powszechny, a czasem jedyny w asortymencie!?

Życie producenta plastiku może w tym przypadku kwitnie… a życie badacza wody i propagatora jej życia w nas… trzeba tropić pilnie żeby go znaleźć, podziękować i się odwdzieczyć…

Co z życiem człowieka, który organizuje warsztat, spotkanie regenerujące nasz organizm – jest sporo takich naturalnych metod począwszy od dźwięku, zabiegów ciała – różnorodnych masaży i akupunktury, po muzykoterapię, śmiechoterapię, oczyszczanie i regenerację oddechem, dobroczynny wpływ roślin czy choćby moja specjalność – oddziaływanie minerałów na człowieka? Często cykl tych zabiegów czy sesji ratuje człowiekowi życie na równi z operacją serca wybitnego drogo opłacanego chirurga. Na równi! Poprzez rozluźnienie, oczyszczenie ciała i emocji dochodzi do procesu samoleczenia i zdrowienia. Bez operacji. Rak jest chorobą cywilizacyjną czyli maksymalnym zatruciem człowieka toksynami i stresem – czy lekarze proponują program odtruwania i redukcji stresu na początek? Czy raczej proponują chemię i radioterapię – jeszcze większe skumulowanie toksyn i stresu? Jest sporo naturalnych sposobów przyspieszających leczenie konwencjonalne i regulujących organizm. Trzeba zacząć korzystać z mądrości prostych ludzi, którzy już to odkryli i proponują, mają już doskonałe wyniki, tj. dr Lubecki w dalekim Sacramento. Może to trwać kilka miesięcy, a nawet lat, ale jakim jest skarbem, jeśli odzyskamy naturalną samoregulację organizmu! Lepsza rzecz nie może nas spotkać!

A jak jest z wynagradzaniem takich ludzi? Czy doceniamy ich niesamowitą wolę dążenia do zdrowia, wolności i poczucia szczęścia dla innego człowieka? Nie do jego uzależnienia od tabletek na całe życie czy zabiegów przez lata. Naturalnym jest to dążenie całym sercem poprzez swoje prace do odzyskania przez innych ludzi swojej energii i swojego zdrowia – samostanowienia i bycia niezależnym!

Doceniajmy „lekarzy naturalnych” – znawców ziół, anatomii ciała, niuansów przebiegu energii przez struktury człowieka, speców od oddychania, śmiechu, wpływu dźwięku i dobrej wody na nasze życie.

To nie jest już czas, że znachorce dało się 10 jaj albo worek mąki, to czas wymiany pieniądza za dobrą usługę i czyńmy to dobrze. Każdy z nas chce zapłacić rachunki, kupić jedzenie ubranie i jeszcze pojechać na wakacje! Niech energia pieniądza przepływa przez nas bez oporu, tak jak radość przez nasze serca, dając innym możliwość opłacenia swoich potrzeb. Zapłaćmy dobrą cenę za masaż dźwiękiem i dajmy komuś dobry czas ze swoją umiejętnością. Niech energia krąży! W każdej postaci. Nie tylko do kieszeni wysokich urzędników i jeszcze nie wiadomo gdzie…, z naszymi rachunkami… ale do ludzi bezpośrednio, tam gdzie wiemy co się z nią dzieje. Inny człowiek dzięki temu kupi coś na obiad dla rodziny, płaszcz na zimę, może gdzieś wyjedzie i odpocznie?  Wiemy, że te pieniądze są puszczone w obieg życia i je tworzą. Dla naszego wspólnego dobrego życia.
Jest to też temat poruszany ostatnio przez Panią Izabelę Litwin o walucie równoległej na podstawie wprowadzenia w życie tego sposobu w Austrii, w upadającym miasteczku. Warunkiem ozdrowienia bogactwa mieszkańców było wprowadzenie nowego pieniądza, ale przede wszystkim ciągłego obiegu pieniądza, bez zatrzymywania go. Czyli nasze oszczędzanie jest właściwie zatrzymywaniem obiegu naszego bogactwa i ubożeniem całego systemu pieniężnego… Ciekawe dlaczego też łączy się to ze strachem, że później nam zabraknie… Kto go wprowadził na taką skalę i dlaczego?

20160814_093806

Niech ludzi duchowi się wzajemnie wspierają swoimi sercami i materią. Niech wszyscy ludzie się wzajemnie wspierają swoimi sercami i materią. W kim jeszcze żywy duch – niech życie przez niego płynie do drugiego człowieka – z komunikacją klarowną, wsparciem radą i dobrze wykonana praca za którą ktoś serdecznie mu zapłaci z wielką radością puszczając w obieg pieniądz. Wszędzie spotkamy serce i ducha – i w wolontariacie i w korporacji i w urzędzie. Wszędzie są dobrzy ludzie – czyli wielcy duchem. A i nam czasem zdarza się zachować okrutnie i bez Serca, przez zapędzenie, w objęciach jakiejś „hipnozy”. Najważniejsze, że rozumiemy nasze wzajemne połączenie i wspólne pochodzenie – ze Źródła, ze Wszystkiego. Każdy z nas ma serce, przez które przepływa życie w połączeniu z innymi sercami – to jedno jest warte ciągłych medytacji i obserwacji. Dlatego żyjemy.
Umysłu używajmy nie do oceniania, analizowania otoczenia, wymyślania sposobów na wymyślane lęki, ale do programowania i realizowania swojego dobrego życia.
Życzę wszystkim dobrego, obfitego i świątecznego kwietnia!

 

 

This entry was posted in Artykuły. Bookmark the permalink.

Comments are closed.